Jeśli macie ochotę na oryginalne, szczere i bezkompromisowe kino, to trafiliście idealnie. Główne tematy to przepracowanie, nierówności społeczne i seksizm, ale znajdziecie tu także sporo zaskakujących anegdot i literackich odniesień. W centrum tego nietypowego świata jest Rumunia – choć momentami naprawdę blisko jej do Polski. Jeśli Was to zaciekawiło, satyra „Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata” w reżyserii Radu Jude może okazać się strzałem w dziesiątkę.
Któregoś dnia postanowiłam poszukać w kinie czegoś innego – mianowicie filmu europejskiego. Potrzebowałam czegoś wrażliwego i szczerego, ale też trochę niestandardowego, a może nawet nieokiełznanego. Produkcji, która zrywa z typowym sposobem konstruowania fabuły i jest wolna od korporacyjnych ograniczeń.
Europejskie filmy “z duszą”
A poza tym – po prostu cenię kino europejskie. Oczywiście, lubię Netflix i inne platformy, ale czasem mam ochotę od nich odpocząć. I tak właśnie trafiłam w krakowskiej „Kice” na „Nie obiecujcie…”, który totalnie mnie porwał. Co ciekawe, film dostępny jest także na HBO Max. Tak, tak – duże brawa dla tych, którzy o tym zdecydowali.
Dla fanów czarnego humoru i satyry
Film ma też pewien związek z Polską – już sam tytuł to cytat ze Stanisława Jerzego Leca (poety, satyryka i aforysty), znanego z „Myśli nieuczesanych”, błyskotliwych i celnych aforyzmów. To czarny humor w czystej postaci – podobnie jak film Judego.
W rytmie korporacji
Główna oś fabuły opiera się na warunkach pracy Angeli Raducanu, pracowniczki lokalnej telewizji. Wstawanie bladym świtem, przeklinanie, pośpiech, marna płaca i agresja na drogach – to jej codzienność. Kobieta bierze udział w projekcie finansowanym przez austriacką korporację. Temat? BHP oraz zagrożenia wynikające z przepracowania i złych warunków pracy. Absurdalnie, bo Angela rozmawia z ludźmi pracującymi w warunkach identycznych jak jej własne. Często to osoby okaleczone, które muszą naginać prawdę, by korporacja była zadowolona i – być może – zafundowała im kaski ochronne.
Rumunia nie jest biedna
To właśnie ten rozdźwięk między deklaracjami a rzeczywistością przebija przez cały film. Rumunia, określana w filmie jako „najbiedniejszy kraj w Europie”, w rzeczywistości – według Eurostatu z 2023 roku – zajmuje 20. miejsce w UE pod względem PKB na mieszkańca. Wyżej niż Polska, choć wciąż bardzo blisko. Można więc śmiało powiedzieć, że jedziemy na tym samym wózku.
Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
Stanisław Jerzy Lec
Ten lepszy kraj
Brzmi znajomo? Oczywiście. Jedną z najmocniejszych scen była dla mnie rozmowa Angeli z austriacką szefową – podczas jazdy samochodem z lotniska. Mimo uprzejmości, dało się wyczuć, że pochodzą z dwóch zupełnie różnych światów: bogatego i biednego. Ten pierwszy narzuca swoją narrację, nie mając pojęcia o realiach drugiego lub traktując je jak folklor. Austriaczka komentuje chaotyczny ruch drogowy w Rumunii i stwierdza, że „sami są sobie winni”. Tak jakby mówić ofierze przemocy, że to jej wina. To krzywdzące i niesprawiedliwe.
Problemy Rumunii
To nie takie proste, żeby wyjść z tak dużych społecznych kolein. Efekt tego stanu rzeczy jest złożony, a rumuńskie społeczeństwo jest bardzo poobijane, tzn. wieloletnie podleganie Związkowi Radzieckiemu i rządy Nicolae Ceaușescu doprowadziły do zadłużenia kraju, osłabienia insytucji państwowych, korupcji i wielu innych problemów.
Rumunia w krzywym zwierciadle
Angela, chcąc uwypuklić absurdy swojej rzeczywistości, parodiuje na TikToku Andrew Tate’a, komentując świat z jego perspektywy – seksistowskiej, rasistowskiej i prorosyjskiej. Robi to z ironicznym zacięciem, ku oburzeniu (lub obojętności) otoczenia. Koniec świata? A może tylko jego zwiastun. Rumunia, zmęczona wyzyskiem i brakiem granic, marzy o ucieczce.
Rumunia: wtedy i dziś
Film został pomysłowo zmontowany – współczesna narracja przeplata się ze scenami z „Angela merge mai departe” („Angela idzie dalej”) z 1981 roku. Obie Angele – ta sprzed lat i ta dzisiejsza – prowadzą samochody i zmagają się z seksizmem. Teksty typu „kto ci dał prawo jazdy, blondyno?!” to tylko łagodna wersja tego, co słyszą. Obie jednak radzą sobie z tym z godnością i asertywnością. Spotkanie tych dwóch bohaterek to wzruszający i ważny moment filmu – pokazujący, że choć minęło 40 lat, wiele się nie zmieniło w rumuńskim społeczeństwie.
Zabawa z literaturą
Radu Jude potrafi przełamać ciężar społecznej krytyki literackimi smaczkami. Na nocnej szafce Angeli leży Proust, pojawiają się cytaty Goethego i – jak już wspomniałam – Leca. Dzięki temu film zyskuje głębię i wielowarstwowość. Główna bohaterka gra w taki sposób, że trudno jej nie polubić. To inteligentna i przekorna dziewczyna, która robi, co może, próbując poskładać swój świat.
Absurd, zmęczenie i mobbing
Czułam, że Rumunia i Polska mają więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Bukareszt – jak Warszawa czy Kraków – rozwija się szybko, ale jest też pełen biurowców i reklam, w których pracują korpoludki. Codziennie „Angele” wstają o świcie, biegną do pracy (niekoniecznie w korpo), odkładając marzenia i przekonania na bok. Ludzie stają się tabelkami w Excelu, które mają być efektywne, a nie efektowne. Uśmiech na twarzy i zaciśnięte zęby – norma musi się zgadzać. I co – zapytamy jak Austriaczka: „sami jesteśmy sobie winni?”
Nie mamy swojego “Borata”
U nas takich filmów się nie robi. Ani „Boratów”, ani „Żywotów Briana”. Ale mamy Masłowską. Powoli drążymy tę skałę. U nas to chyba w ogóle krytyka samych siebie nie jest mile widziana.
Oglądałaś ten film? Co o nim sądzisz?
Podziel się komentarzem 🙂

