Okładka powieści „Druga połowa mnie” Mai Orłowskiej.
Psychologia i kultura

„Nie zrezygnowałam. Przestałam dźwigać”. Wywiad z Mają Orłowską

Czy można kochać człowieka i jednocześnie wiedzieć, że trzeba od niego odejść? Gosia, 49-letnia bohaterka powieści „Druga połowa mnie” Mai Orłowskiej, odwołuje ślub i zaczyna zadawać sobie pytania, na które przez lata nie miała czasu. O kobiecej odpowiedzialności za innych, pieniądzach w związkach, przyjaźni i odwadze do zmiany rozmawiam z autorką.

Współpraca reklamowa z Mają Orłowską. Wywiad powstał w ramach płatnej współpracy promującej powieść „Druga połowa mnie”.

Czy miłość wystarczy, żeby związek przetrwał?

Gosia odwołuje ślub. Czy koniec jednego etapu życia może otworzyć przed nią nowe możliwości?

Tak, choć nie od razu i nie w sposób, który dobrze wygląda na Instagramie. Odwołany ślub to w tej książce nie tragedia, tylko moment, w którym coś wreszcie pęka – i przez tę szczelinę wpada trochę świeżego powietrza. Gosia nie wychodzi z tej sytuacji z gotowym planem na nowe życie. Zadaje sobie pytanie, którego przez lata sobie nie dopuszczała do siebie: czego ja właściwie chcę? Dla mnie to jest właśnie otwarcie. Nie nowy mężczyzna, nie nowa praca, tylko zgoda na to, żeby przez chwilę nie wiedzieć – i nie zapełniać tej pustki pierwszą osobą, która powie, że nas potrzebuje.

Gosia ma 49 lat, stabilną pracę i dorosłe dzieci. W związku przez lata bierze jednak odpowiedzialność za partnera. Dlaczego nawet niezależne kobiety wpadają w rolę ratowniczek?

Bo bycie potrzebną to bardzo wygodny sposób na bycie ważną. Kobiety, które świetnie radzą sobie w pracy, często przenoszą te same kompetencje do domu: widzą problem, biorą go na siebie i rozwiązują. Tyle że związek to nie projekt. Partner, którego ciągle się ratuje, nie ma powodu, żeby nauczyć się pływać. Wiele z nas wychowano też w przekonaniu, że na miłość trzeba zapracować – że jeśli będziemy wystarczająco pomocne, wyrozumiałe i zaradne, to zasłużymy, żeby ktoś został. Gosia jest silna wszędzie, tylko nie tam, gdzie musiałaby powiedzieć: „To już nie jest moje do dźwigania”.

Gosia nadal kocha Adama, ale nie czuje się przy nim bezpiecznie. Czy chciała Pani pokazać, że można odejść od człowieka, którego wciąż się kocha?

Bardzo mi na tym zależało. Łatwo napisać historię o złym partnerze, od którego trzeba uciec. Dużo trudniej – i moim zdaniem uczciwiej – o takim, którego da się kochać, ale z którym nie da się zbudować bezpiecznego domu. Adam nie jest czarnym charakterem i Gosia naprawdę go kocha. Tylko że w tej relacji dorosła przez cały czas jest jedna osoba. Gosia odkrywa, że miłość i partnerstwo to dwie różne rzeczy i że można mieć pierwszą bez drugiej. Odejście w takiej sytuacji nie jest wyrokiem na uczucie. Jest decyzją, że samo uczucie nie wystarczy.

Gosia to kobieta nowoczesna. To ona zarabia pieniądze, negocjuje wielomilionowe kontrakty. Partner pod względem zawodowym stoi w jej cieniu, a między nimi istnieje wyraźna nierówność finansowa. Pieniądze są ważnym motywem przewodnim książki. Czy ma Pani poczucie, że przełamuje w ten sposób pewne społeczne tabu?

Trochę tak. O pieniądzach w związkach wciąż mówi się szeptem, a już szczególnie wtedy, gdy więcej zarabia kobieta. Wypada wtedy udawać, że to nie ma znaczenia, albo po cichu przepraszać za własny sukces. Tymczasem nierówność finansowa zmienia dynamikę relacji, i to w obie strony. Kto płaci, ten często też planuje, przewiduje, zabezpiecza – i w końcu odpowiada za wszystko. A kto nie płaci, może czuć się mniejszy i bronić się na różne sposoby. Chciałam o tym napisać bez moralizowania. Pieniądze w tej książce nie są ani dobre, ani złe. Są papierkiem lakmusowym, który pokazuje, kto w związku naprawdę niesie ciężar.

Kiedy troska o innych oznacza rezygnację z siebie?

Kiedy troska o drugiego człowieka przestaje być wyborem, a zaczyna oznaczać rezygnację z siebie?

Chyba wtedy, gdy przestajemy pytać, czy ktoś naszej pomocy w ogóle chce – i czy my naprawdę chcemy jej udzielać. Troska jest wyborem. Rezygnacja z siebie zaczyna się w momencie, gdy wybór zamienia się w odruch, a ten w obowiązek. Dobrym sygnałem ostrzegawczym jest zmęczenie, którego nie da się odespać, i poczucie, że jeśli my czegoś nie zrobimy, świat się zawali. Gosia w pewnym momencie orientuje się, że wie wszystko o potrzebach partnera, a o swoich – prawie nic. To było dla mnie sedno tej historii.

Kobiecość po czterdziestce i odwaga do zmiany

Gosia ma 49 lat i dopiero zaczyna odkrywać własne potrzeby. Z jakimi stereotypami dotyczącymi dojrzałych kobiet chciała się Pani zmierzyć?

Z kilkoma naraz. Po pierwsze, że po pięćdziesiątce kobieta jest już „ustawiona” i może co najwyżej zmienić fryzurę. Po drugie, że jej rolą jest wspieranie innych: dorosłych dzieci, starzejących się rodziców, partnera. Po trzecie, że z pragnień – bliskości, przyjemności, przygody – się wyrasta. I wreszcie z tym, że zmiana w tym wieku to kryzys, a nie rozwój. Gosia ma 49 lat i dopiero zaczyna zadawać sobie pytania, które zwykle przypisujemy dwudziestolatkom. Nie dlatego, że coś przegapiła, tylko dlatego, że wcześniej nie było na nie miejsca. Uważam, że to fantastyczny wiek na odkrywanie siebie: wiemy już na tyle dużo, żeby nie dać się łatwo oszukać, i wciąż jesteśmy na tyle ciekawe świata, żeby się czymś zachwycić.

Jednym z ciekawszych wątków powieści jest stosunek Gosi do własnego ciała, kobiecości i przyjemności. Co chciała Pani opowiedzieć poprzez jej doświadczenia związane z tańcem i odzyskiwaniem kontaktu ze sobą?

Gosia przez lata żyje głównie w głowie – w kalendarzu, w tabelkach, w planach na czarną godzinę. Ciało jest dla niej narzędziem, które ma ją “dowieźć” na kolejne spotkanie. Na pierwszych zajęciach tanecznych liczy kroki tak, jakby rozliczała projekt, aż instruktorka mówi jej, że „biodra nie znają Excela”. To dla mnie kluczowy moment: kobiecość i przyjemność nie są czymś, na co trzeba zasłużyć. Czasem wystarczy przestać się kontrolować. Taniec w tej książce nie jest sposobem na uwodzenie, tylko drogą powrotu do siebie. Gosia nie tańczy dla nikogo. Kiedy zapisuje się na wieczorek taneczny, w rubryce „osoba towarzysząca” wpisuje: „Ze sobą”.

W książce powraca motyw dźwigania cudzych obowiązków. Czy decyzja Gosi o postawieniu granic jest także próbą zerwania z wzorcem poświęcenia odziedziczonym po matce?

„Nie zrezygnowałam. Przestałam dźwigać” – to zdanie jest dla mnie streszczeniem całej książki. Kobiety od pokoleń dostają w spadku nie tylko przepis na pierogi, ale i przekonanie, że to one odpowiadają za to, żeby wszystkim było dobrze. Nasze matki często nie miały wyboru albo nie wiedziały, że go mają. Dźwigały, bo tak trzeba, i jeszcze były z tego dumne. Gosia należy do pokolenia, które zaczyna rozumieć, że można inaczej, ale wciąż słyszy w głowie głos: „nie przesadzaj, inni mają gorzej”. Jej przełom nie polega na tym, że przestaje kochać czy się troszczyć. Polega na tym, że po raz pierwszy widzi granicę – miejsce, w którym kończy się ona, a zaczyna cudza odpowiedzialność. Jej matka tej granicy nie dostrzega i nie jest to w książce zarzut. Raczej czułość wobec kobiet, którym nikt nie powiedział, że wolno odłożyć ciężar.

Przyjaźń kobiet i siła międzypokoleniowych relacji

Ważne miejsce w książce zajmują również inne kobiety – przyjaciółki i przedstawicielki różnych pokoleń. Jaką rolę odgrywa kobieca solidarność w historii Gosi? Czy może być równie ważna jak relacja romantyczna?

Ogromną. Szczerze mówiąc, dla mnie to jedna z najważniejszych relacji w tej książce. Przyjaciółki Gosi nie są tłem ani chórkiem, który klaszcze przy każdej decyzji. Potrafią wyciągnąć ją z biura na zajęcia taneczne, powiedzieć coś niewygodnego, przegadać z nią przy winie menopauzę, rozwody i nieudane randki. Ważne były dla mnie też kobiety z różnych pokoleń, bo każda z nich pokazuje inną wersję tego samego pytania: ile z siebie oddać, a ile zatrzymać. Relacja romantyczna może się skończyć, przyjaźń kobiet bardzo często zostaje. I to ona daje odwagę, żeby w ogóle zaryzykować coś nowego.

Czy Gosi było łatwiej żyć po swojemu, ponieważ miała swoją „przewodniczkę” – odważną babcię Antoninę?

Myślę, że tak. Każdej z nas przydałaby się taka Antonina – ktoś, kto kiedyś zrobił coś odważnego, gdy było to dużo trudniejsze niż dziś, i samym swoim istnieniem mówi: można. Babcia jest dla Gosi dowodem, że w rodzinie istniał też inny wzór niż poświęcenie i milczenie. Ciekawe jest to, że w wielu rodzinach odwaga przeskakuje pokolenie: córka wybiera bezpieczną drogę, a wnuczka dopiero po latach odkrywa, że ma w sobie coś z babki. Gosia nie musi wymyślać siebie od zera. Musi tylko przypomnieć sobie, po kim taka jest.

„Druga połowa mnie” – inspiracje literackie Mai Orłowskiej

Powieść czyta się szybko, ponieważ zawiera krótkie zdania, dużo humoru i sarkazmu oraz mnóstwo dialogów, ale także cennych sentencji. Trochę tak, jakbyśmy rozmawiały z koleżanką przy kawie. Czy taki był Pani zamysł?

Dokładnie tak. Chciałam, żeby ta książka brzmiała jak rozmowa z przyjaciółką, która powie prawdę, ale przy okazji rozśmieszy. Humor nie jest tu ucieczką od trudnych tematów, tylko sposobem, żeby w ogóle dało się o nich mówić. Kobiety tak właśnie rozmawiają: o rozwodzie, menopauzie i samotności opowiadamy sobie często ze śmiechem, bo inaczej byłoby za ciężko. Krótkie zdania i dużo dialogów to też szacunek dla czasu czytelniczki – wiem, że wiele z nas czyta w tramwaju, w kolejce do lekarza albo pięć minut przed snem. A sentencje pojawiają się same, kiedy bohaterka nagle widzi coś wyraźniej. „Pełnia nie oznaczała braku pustych miejsc” to jedno z tych zdań, które zapisałam dla Gosi, a które zostało ze mną na dłużej.

Co oznacza dla Pani tytuł „Druga połowa mnie”: drugą połowę życia, nową miłość czy odkrywanie siebie?

Wszystkie trzy odczytania są prawdziwe i właśnie to mnie w tym tytule urzekło. Jest druga połowa życia – Gosia ma prawie pięćdziesiąt lat i przed sobą jeszcze bardzo dużo. Jest gra z „drugą połówką”, której szukamy, przekonane, że bez niej jesteśmy niepełne. Ale dla mnie najważniejsze jest trzecie znaczenie: druga połowa mnie to ta część, którą kobieta przez lata odkłada na później. Własne pragnienia, ciekawość, ciało, czas tylko dla siebie. Gosia nie szuka kogoś, kto ją uzupełni. Odkrywa, że brakująca połowa przez cały czas była w niej.

Moje biodra nadal nie znały kroków. Ale najwyraźniej przypomniały sobie, że należą do mnie.

Czytając powieść, pomyślałam o „Jedz, módl się, kochaj” Elizabeth Gilbert i „Dzienniku Bridget Jones” Helen Fielding. Czy to trafne skojarzenia?

Bardzo miłe tropy, dziękuję! Z „Jedz, módl się, kochaj” łączy Gosię to, że zaczyna od rozpadu planu na życie i idzie w stronę siebie, a nie w stronę kolejnego związku. Z Bridget – autoironia, poczucie humoru i to, że bohaterka nie jest idealna i wcale nie musi być. Różnica polega na tym, że Gosia nie wyjeżdża na drugi koniec świata ani nie liczy w pamiętniku wypalonych papierosów. Jej podróż odbywa się na miejscu: w pracy, w sali tanecznej, przy stole z przyjaciółkami. No i ma prawie pięćdziesiąt lat, a nie trzydzieści. Chciałam pokazać, że wielka zmiana nie wymaga biletu do Indii. Czasem wystarczy odwołać jedną uroczystość i zapisać się na jedne zajęcia.

Jakie książki i filmy inspirują Panią podczas pisania?

Z literatury – przede wszystkim pisarki, które potrafią mówić o trudnych sprawach z humorem: Katarzyna Grochola i jej „Nigdy w życiu!”, które pokazało, że po rozstaniu można zacząć od nowa i jeszcze się przy tym śmiać, Nora Ephron z jej bezlitosną autoironią i Elizabeth Strout, u której zwyczajne życie jest pełne napięcia. Z filmów – „Shirley Valentine”, „Lepiej późno niż później” z Diane Keaton i „Pod słońcem Toskanii”. A z seriali – „Grace i Frankie”, który udowadnia, że od nowa można zaczynać nawet po siedemdziesiątce. Ale największą inspiracją są rozmowy. Z przyjaciółkami, z koleżankami z pracy, te podsłuchane w kawiarni. Życie pisze lepsze dialogi niż niejeden scenarzysta – ja je tylko trochę skracam. 🙂

Z jaką jedną myślą chciałaby Pani zostawić czytelniczki „Drugiej połowy mnie”?

Że nie jesteśmy połówką, która czeka na uzupełnienie. Można kochać i jednocześnie powiedzieć „dość”. I że odpoczynek od ratowania wszystkich to nie egoizm, tylko warunek, żeby w ogóle mieć z czego dawać. Gdyby czytelniczka zamknęła tę książkę i zadała sobie jedno pytanie – „a czego ja właściwie chcę?” – i pozwoliła sobie nie odpowiadać na nie od razu, byłabym bardzo szczęśliwa. Bo pełnia nie oznacza braku pustych miejsc. Oznacza, że przestajemy się ich bać.

Autorce życzę wszystkiego dobrego, sukcesów literackich, prywatnych i zawodowych! Niech dobra wieść o książkach się niesie 🙂

***

Gdzie kupisz książkę?

Książkę “Druga połowa mnie” w wersji papierowej można kupić w Empiku, na Amazonie, a e-book i audiobook znajdziesz w Virtualo i Empik Go. 

Masz ochotę na więcej? Nowa powieść Mai Orłowskiej już 2 listopada!

Premiera “Przesuń w prawo, jeśli umiesz zostać”

Hanna ma 52 lata, dorosłe dzieci i serdecznie dość tłumaczenia się z własnego życia, dlatego zakłada profil w aplikacji randkowej i szybko się przekonuje, że zdjęcia z profili mają z rzeczywistością tyle wspólnego, co katalog biura podróży z hotelem na miejscu. „Przesuń w prawo, jeśli umiesz zostać” to pełna humoru opowieść o randkowaniu po pięćdziesiątce, o Marku – upartym, niedoskonałym i prawdziwym – i o odwadze, żeby spróbować jeszcze raz.

Premiera: 2 listopada 2026 r. (wydanie papierowe w Empiku i na Amazon.pl). Dowiedz się więcej.

O autorce książki

Maja Orłowska – autorka współczesnych powieści obyczajowych o kobietach po pięćdziesiątce, relacjach i drugich początkach. Jej bohaterki mają za sobą związki, kompromisy i lata dźwigania cudzych spraw, ale wciąż potrafią pragnąć bliskości, zmiany i znalezienia własnego miejsca. Pisze z humorem i czułością, bez lukru, o dojrzałej kobiecości. Zadebiutowała w 2026 roku powieścią „Druga połowa mnie”, dostępną w wersji papierowej, jako e-book i audiobook; patronat medialny nad książką objął portal Kobieta50plus.pl. 2 listopada 2026 roku ukazuje się jej kolejna powieść, „Przesuń w prawo, jeśli umiesz zostać”.

Strona: www.majaorlowska.pl | Instagram: @maja.orlowska.pisze

Materiał reklamowy

Ewa

Jestem dziennikarką i autorką portalu Rety Kobiety. Zajmuję się tematami psychologii, zdrowia i relacji, publikując w Oko.press, Hello Zdrowie czy ngo.pl. U mnie znajdziesz wartościowe treści, oparte na solidnym researchu oraz poczytasz teksty publicystyczne. Współpracowałam z organizacjami i firmami, w których zajmowałam się komunikacją i działaniami strategicznymi. Obecnie studiuję podyplomowo logopedię z przygotowaniem pedagogicznym. Kocham pracę ze słowem i głosem, dobrą kawę, absurdalny humor i koty ;)

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *