Miłość nie powinna być klatką. Historia pewnej książki rety kobiety
Psychologia i kultura

Miłość nie powinna być klatką. O drodze do wydania „Zniszczyłeś nasz wszechświat, Alex”

Są historie, które rodzą się z wielkiego pomysłu. Są też takie, które pojawiają się zupełnie niespodziewanie, w zwyczajnym momencie, kiedy siedzimy, patrzymy przed siebie i myślimy: „A może właśnie o tym chciałabym napisać?”. Moja historia z książką „Zniszczyłeś nasz wszechświat, Alex” zaczęła się właśnie w ten sposób. Nie było jednego przełomowego wydarzenia, które sprawiło, że usiadłam do pisania. Była wyobraźnia, zainteresowanie ludzką psychiką i potrzeba opowiedzenia o toksycznej miłości w związku, która zamiast dawać poczucie bezpieczeństwa, powoli odbiera człowiekowi samego siebie.

Moja książka ukazała się nakładem wydawnictwa Novae Res. Kiedy o tym myślę, czuję dumę. Nie tylko dlatego, że udało mi się doprowadzić tę historię do końca, ale również dlatego, że pisanie towarzyszy mi właściwie od zawsze. Zanim jednak pojawiła się umowa z wydawnictwem, oczekiwanie na premierę i pytania o to, czy ktokolwiek będzie chciał przeczytać moją powieść, byłam po prostu dziewczynką, która od dziecka marzyła o pisaniu.

Zanim pojawił się Alex

Moja przygoda z pisaniem rozpoczęła się już w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Wtedy napisałam książkę, która liczyła około dwustu stron. Dziś, kiedy o tym opowiadam, uśmiecham się na myśl o tym, jak bardzo chciałam, żeby moje dziecięce historie stały się czymś prawdziwym. Czymś, co można wziąć do ręki i z dumą nazwać własną książką.

Poszłam wtedy do nauczycielki języka polskiego. Usłyszałam, że moja historia jest jeszcze zbyt dziecinna, ale jednocześnie otrzymałam wskazówki, które miały pomóc mi rozwijać warsztat. Nie potraktowałam tego jako powodu do rezygnacji. Byłam za mała, żeby wydać książkę, ale przecież nie za mała, żeby dalej pisać.

I właśnie to robiłam. Pisałam dla siebie, wtedy, kiedy miałam na to ochotę. Tworzyłam wiersze, cytaty i krótkie formy literackie. Poezja zawsze była mi szczególnie bliska. Nie należałam do osób, które pochłaniają ogromne ilości powieści, ale uwielbiałam słowa, metafory i zdania, które nie mówią wszystkiego wprost. Lubię, kiedy czytelnik musi zatrzymać się przy tekście, zastanowić nad emocjami bohatera i samodzielnie odnaleźć ukryte znaczenie.

Być może właśnie dlatego w moim pisaniu tak ważne są nieoczywiste zwroty akcji i poetycki język. Nie chcę jedynie opowiadać historii. Chcę, żeby czytelnik coś poczuł.

Sztuczny uśmiech odbierał mi całą pewność siebie, jakbym grała w teatrze, w którym ktoś zabrał mi prawdziwą twarz i kazał nosić maskę niepasującą do roli.

Toksyczna miłość w związku. Historia, która skłania do refleksji

„Zniszczyłeś nasz wszechświat, Alex” to powieść obyczajowa z elementami romansu i psychologii. Jej głównymi bohaterami są Klara i Alex. Na początku ich relacji pojawia się zauroczenie, zaufanie i przekonanie, że oto spotkało się kogoś wyjątkowego. Z czasem jednak wszystko zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.

Czułość miesza się z chłodem. Bliskość przeplata się z odrzuceniem. Pojawiają się wyrzuty sumienia, kontrola i groźby samobójcze wykorzystywane do wywierania presji. Klara stopniowo oddala się od samej siebie, traci kontakt ze znajomymi i zaczyna funkcjonować w relacji, która coraz bardziej przypomina klatkę.

Chciałam pokazać, jak destrukcyjny może być związek, w którym jedna osoba stopniowo odbiera drugiej poczucie własnej wartości i niezależności. Nie zależało mi na przedstawieniu toksycznej miłości jako czegoś romantycznego czy wyjątkowego. Wręcz przeciwnie. Chciałam zwrócić uwagę na zachowania, które czasami mylimy z troską, silnym uczuciem albo dowodem zaangażowania.

Miłość nie powinna wymagać rezygnacji z własnej tożsamości. Nie powinna zmuszać do ciągłego udowadniania swojej wartości ani sprawiać, że boimy się odejść.

To przesłanie kieruję przede wszystkim do dziewczyn, ale nie tylko. Przemoc psychiczna i niezdrowe mechanizmy w relacjach nie dotyczą przecież jednej płci. Każdy może znaleźć się w związku, który zamiast budować, powoli niszczy. Chciałabym, żeby moja książka była dla czytelników sygnałem ostrzegawczym. Żeby przypominała, że pewne zachowania nie są normalną częścią miłości, nawet jeśli ktoś próbuje nas do tego przekonać.

rety kobiety niewidzialne umieranie baner blog

Nie pisałam tej historii na faktach, ale znam te emocje

Moja powieść jest fikcją. Alex i Klara nie są dosłownym odtworzeniem prawdziwej historii. Pomysł narodził się w mojej wyobraźni, jednak własne doświadczenia sprawiły, że zaczęłam inaczej patrzeć na relacje i mechanizmy psychicznego ranienia.

Sama zetknęłam się z toksyczną miłością. Dziś, będąc w związku z moim obecnym partnerem, widzę wyraźniej, jak może wyglądać zdrowa relacja. Dzięki temu doświadczeniu lepiej dostrzegam różnicę między miłością a kontrolą, między prawdziwą bliskością a uzależnianiem drugiej osoby od siebie.

Nie chodzi o to, że ktoś nagle daje nam instrukcję, jak kochać. Czasami dopiero przy drugiej osobie odkrywamy, że to, co wcześniej uznawaliśmy za normalne, wcale takie nie było. Że miłość nie musi wiązać się z ciągłym lękiem. Że nie trzeba zasługiwać na spokój, szacunek i poczucie bezpieczeństwa.

Od dawna interesuję się psychologią i tym, w jaki sposób ludzie funkcjonują w relacjach. To zainteresowanie miało duży wpływ na konstrukcję bohaterów i zachowania, które chciałam przedstawić w powieści. Nie pisałam jednak po to, żeby stawiać czytelnikom diagnozy. Chciałam opowiedzieć historię, która skłania do refleksji i pozwala spojrzeć na pewne sytuacje z innej perspektywy.

Pisanie w rytmie weny

Książkę zaczęłam pisać, mając osiemnaście lat. Nie była to moja pierwsza powieść, ale pierwsza historia, którą udało mi się doprowadzić aż do wydania.

Sama praca nad tekstem zajęła mi mniej więcej miesiąc, choć nie pisałam codziennie ani według sztywnego planu. Jestem osobą, która potrzebuje poczuć wenę. Kiedy pojawia się odpowiedni moment, potrafię usiąść i napisać dużą część historii za jednym razem. Kiedy jednak nie czuję potrzeby pisania, nie zmuszam się do tego.

Wiem, że dla niektórych taki sposób pracy może wydawać się nieuporządkowany. Dla mnie jest zupełnie naturalny. Pisanie ma w sobie coś z emocjonalnego impulsu. Czasami słowa pojawiają się niemal same, a innym razem trzeba pozwolić historii na chwilę odpocząć.

Zdarzało mi się zaczynać książkę, dochodzić do połowy, a następnie uznawać, że dana koncepcja już mi nie odpowiada. Nie zawsze próbowałam wtedy za wszelką cenę ratować tekst. Czasami po prostu go usuwałam i zaczynałam coś nowego. Nie traktowałam tego jednak jako porażki. Raczej jako zgodę na to, że nie każda historia musi zostać doprowadzona do końca w swojej pierwotnej formie.

Największym wyzwaniem przy „Zniszczyłeś nasz wszechświat, Alex” nie było samo pisanie. Była nim obawa, że nikt nie będzie chciał tej historii przeczytać. Że książka zostanie wydana, a później pozostanie niezauważona.

Dostrzegłam, że nosił słońce na twarzy, ale deszcz pod żebrami.

To specyficzny rodzaj lęku. Z jednej strony tworzysz coś bardzo osobistego, nawet jeśli sama fabuła jest fikcyjna. Z drugiej wiesz, że kiedy tekst trafi do czytelników, przestanie należeć wyłącznie do Ciebie. Każdy będzie mógł go ocenić, zinterpretować po swojemu, polubić albo odrzucić.

Zawsze uważałam, że nie przejmuję się szczególnie opinią innych ludzi. Najważniejsze jest dla mnie to, co sama myślę o sobie i swojej pracy. Mimo to bałam się, że nikt nie kupi mojej książki. Że historia, w którą włożyłam tyle czasu i emocji, nie znajdzie swoich odbiorców.

Myślę, że wiele osób, które kiedykolwiek tworzyły coś własnego, doskonale zna to uczucie.

Wiadomość od wydawnictwa

Książkę wysłałam do trzech wydawnictw. Wszystkie odpowiedziały i zaproponowały mi umowy. Ostatecznie, po przeanalizowaniu możliwości, zdecydowałam się na współpracę z Novae Res.

Na pierwszą odpowiedź nie musiałam długo czekać, choć sam proces wydawniczy trwał już znacznie dłużej. Wiedziałam, że wydanie książki to nie tylko moment podpisania umowy. To także redakcja, poprawki, praca nad tekstem i oczekiwanie, aż całość nabierze ostatecznego kształtu.

Kiedy otrzymałam wiadomość, że wydawnictwo chce opublikować moją powieść, oczywiście bardzo się ucieszyłam. Zawsze marzyłam o tym, żeby zobaczyć własną historię w formie prawdziwej książki. Jednocześnie nie był to moment pozbawiony obaw. Radość mieszała się z myślą: „A co, jeśli nikt tego nie przeczyta?”.

Dziś myślę, że spełnianie marzeń nie zawsze wygląda tak, jak wcześniej sobie wyobrażamy. Czasami spodziewamy się ogromnego wybuchu emocji, niedowierzania i poczucia, że od tej chwili wszystko się zmieni. Tymczasem spełnienie marzenia może przyjść razem ze stresem, pytaniami i niepewnością.

Byłam dumna. Szczególnie dlatego, że pisałam od dziecka i wiedziałam, jak długa była moja droga do tego momentu. Jednocześnie miałam świadomość, że samo wydanie książki nie jest końcem tej historii. To dopiero początek jej spotkania z czytelnikami.

Chcę być rozpoznawana przez moje słowa

Nie marzę o tym, żeby wszyscy znali moje prywatne życie. Nie potrzebuję, żeby ludzie wiedzieli o mnie wszystko. Znacznie bardziej zależy mi na tym, żeby rozpoznawali mnie jako pisarkę.

Chciałabym, żeby ktoś przeczytał moją książkę i pomyślał: „Ta dziewczyna naprawdę potrafi pisać. Ma swój język. Jest poetką”.To właśnie słowo „poetka” jest mi szczególnie bliskie. Poezja od zawsze zajmowała ważne miejsce w moim życiu, nawet jeśli nie publikowałam swoich wierszy. Piszę je do dziś — dla siebie, dla bliskich, dla chłopaka i przyjaciół. Tworzę również cytaty. Czasami słowa pomagają mi uporządkować emocje, których nie potrafię wyrazić w zwykłej rozmowie.

Nie wiem, czy każda osoba, która przeczyta moją książkę, odnajdzie w niej dokładnie to, co chciałam przekazać. I chyba wcale nie musi tak być. Literatura ma sens również wtedy, kiedy czytelnik odkrywa w niej własne znaczenia. Kiedy jedno zdanie przypomina mu o czymś, czego sam doświadczył. Kiedy historia pozwala nazwać emocje, które wcześniej trudno było zrozumieć.

Jeżeli moja książka sprawi, że choć jedna osoba zacznie zastanawiać się nad tym, czy relacja, w której jest, naprawdę jej służy, będę uważała, że warto było ją napisać.

Następna historia już czeka

Chcę pisać dalej. Mam już pomysł na kolejną książkę, również z wątkiem miłosnym, choć nie będzie ona dokładnie taka sama jak „Zniszczyłeś nasz wszechświat, Alex”.

Tym razem chciałabym opowiedzieć o tym, że miłości nie da się znaleźć na siłę. Że czasami próbujemy przyspieszyć coś, co powinno pojawić się naturalnie. Szukamy uczucia w niewłaściwych miejscach, chcemy, żeby ktoś wypełnił pustkę, i zapominamy, że nie każda relacja musi wydarzyć się dokładnie wtedy, kiedy tego pragniemy.

Wierzę, że miłość może przyjść w odpowiednim momencie. Niekoniecznie wtedy, kiedy najbardziej jej szukamy. Czasami pojawia się właśnie wtedy, kiedy jesteśmy gotowi ją dostrzec.

Nie wiem jeszcze, dokąd dokładnie zaprowadzi mnie pisanie. Wiem jednak, że nie chcę z niego rezygnować. To część mnie, która była obecna już wtedy, gdy jako dziecko próbowałam stworzyć swoją pierwszą książkę. Część, która przetrwała kolejne pomysły, niedokończone historie, chwile zwątpienia i lęk przed tym, czy ktokolwiek będzie chciał czytać moje słowa.

Dziś wiem, że nie trzeba od razu wiedzieć, jak zakończy się cała droga. Czasami wystarczy mieć historię, którą naprawdę chce się opowiedzieć.

A ja wciąż mam ich wiele. I być może właśnie to jest najpiękniejsze w byciu autorką — świadomość, że nawet kiedy jedna książka trafia już do czytelników, gdzieś w środku nadal istnieją kolejne światy, bohaterowie i emocje, które dopiero czekają na swoje słowa.

Chcesz więcej? Zapisz się na RetyLetter i otrzymaj prezent!

Zapisz się na RetyLetter!

Please wait...

Dziękuję Ci za zapisanie się.

Marta Królak

Mam na imię Marta i mam 19 lat. Jestem osobą ambitną, szybko się uczę i uwielbiam pomagać innym.
Moją pasją jest pisanie książek, wierszy oraz cytatów, dzięki którym mogę wyrażać swoje myśli, emocje i wyobraźnię. Mam również ogromną miłość do zwierząt — zajmuję się tresurą psów, a także interesuję się ich potrzebami, żywieniem i psychologią. W wolnych chwilach kocham podróżować, słuchać muzyki i jeździć samochodem. Pisanie jest dla mnie czymś więcej niż hobby — to sposób na przekazywanie emocji i tworzenie własnych historii, czego efektem jest wydana przeze mnie książka.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *