Nie da się ukryć, że sprawa Jeffreya Epsteina nadal wstrząsa opinią publiczną. Skala działań tego drapieżcy seksualnego jest porażająca. To, co wiemy, to prawdopodobnie jedynie wierzchołek góry lodowej. Choć sprawa zatacza szerokie kręgi międzynarodowe – zahaczając o przywódców państw i wielką politykę – ja chcę na nią spojrzeć z innej strony: przez pryzmat przemocy systemowej oraz roli kobiet w systemie, który przez lata krzywdził dziewczyny.
Epstein nie działał sam. Stworzył siatkę powiązań, w której kluczowe role odgrywały kobiety: jego najbliższa współpracowniczka Ghislaine Maxwell oraz Polka, Adrianna Mucińska-Ross (Salazar). To one, jako oprawczynie, wciągały inne kobiety w pułapkę dla własnych korzyści. Ich obecność sprawiała, że ofiary było znacznie łatwiej zwabić w szpony drapieżcy.
Jeśli szukacie nazwisk czy teorii spiskowych – odsyłam do innych mediów i podcastów. Interesuje mnie perspektywa feministyczna. Nie oszukujmy się: największymi ofiarami są tu młode dziewczęta i kobiety. Jak to możliwe, że ten proceder funkcjonował bezkarnie przez tyle lat? Nie chodzi o tezę, że „kobiety są winne”. Sedno problemu tkwi w tym, że system potrafi wciągnąć kobiety w rolę strażniczek patriarchatu.
Jak działał mechanizm przemocy? Maska “mentorki”
W narracjach o skompromitowanym finansiście, który handlował ludźmi, media skupiają się na blichtrze i głośnych nazwiskach. A co z ofiarami? Odpowiedź na pytanie o trwałość tego procederu kryje się w specyfice patriarchalnej przemocy, legitymizowanej przez kobietę i jego partnerkę – Ghislaine Maxwell.
Wykształcona, elegancka, z wyższych sfer – wydawała się gwarantem normalności. Ofiary wspominały, że umiała słuchać, była miła i ciepła. Ufały jej. Gdyby rekrutacją zajmował się wyłącznie Epstein, od razu wzbudziłby nieufność. To Maxwell (oraz inne kobiety w tej machinie, jak wspomniana Polka) „zmiękczały” ofiary i oswajały je z oprawcą. To najbardziej wyrafinowana forma manipulacji – przywdzianie „matczynej maski”, by wydać dzieci drapieżnikowi.
Przemoc systemowa i „wyjątkowe towarzystwo”
Maxwell, córka tyrana i potentata prasowego Roberta Maxwella, sama doświadczyła w domu upokorzeń, które później przeniosła na inne kobiety. Kobieta precyzyjnie wybierała ofiary: osoby w trudnej sytuacji, często z Europy Wschodniej, bez pieniędzy i wsparcia bliskich. Wykorzystywała ich deficyty – brak pewności siebie czy „kapitału kulturowego” – sprzedając im iluzję awansu społecznego.
Seksualna niewolnica
Ten „awans” polegał na byciu seksualną niewolnicą dla „pana i władcy” oraz jego świty. Maxwell budowała w nich poczucie przynależności do „wyjątkowego towarzystwa” ludzi z pierwszych stron gazet. Uczyła je, że aby przetrwać, muszą grać w tę chorą grę i być gotowe na wszystko. W świecie patriarchalnej przemocy kobiety nagradzane za lojalność wobec oprawcy często zaczynają gardzić innymi kobietami. Zamiast solidarności wybierają bierność i niewolniczą służbę „męskiemu spojrzeniu”. Konsekwencje są tragiczne. Wystarczy wspomnieć Virginię Giuffre, która stała się twarzą walki z tym systemem. Choć ona przetrwała i odważnie oskarżyła swoich oprawców, wiele innych kobiet do dziś nie potrafi podnieść się z traumy. Giuffre popełniła samobójstwo.

Zmowa milczenia jako efekt groomingu
W polskich mediach wciąż straszą komentarze: „wiedziały, w co wchodzą”. Ja pytam inaczej: co sprawiło, że tak bardzo bały się mówić? Odpowiedź jest prosta: strach przed oceną. Wiedziały, że zamiast wsparcia mogą dostać społeczny „plaskacz” w twarz.
Grooming, czyli proces uwodzenia i manipulacji, niszczy psychikę, odbiera ufność do własnych wyborów i paraliżuje. Po jednej stronie stał wpływowy autorytet, po drugiej – nikomu nieznane dziewczęta. Ta sprawa powinna nam wszystkim dać do myślenia: jak często stajemy po stronie władzy, zamiast po stronie skrzywdzonych?
Wnioski: Koniec mitu Lolity
Historia Epsteina pokazuje, że musimy wzmacniać kobiecą sprawczość. Warto odczarować niebezpieczny mit wpływowego mężczyzny i bycia częścią jego „haremu” jako drogi do lepszego życia. Nie romantyzujmy przemocy – to nie były „masażystki” ani „muzy”, lecz ofiary handlu ludźmi.
Czas zakończyć mit Lolity. To nie ofiara ma czuć wstyd i upokorzenie – wstyd powinien być po stronie sprawców i tych, którzy milczeli. Te dziewczęta nie były „dziewczynami Epsteina” – ich młodość i niewinność zostały brutalnie spieniężone.
Nie milczmy
Sprawa Epsteina i Maxwell to nie tylko akta FBI. To lustro, w którym przegląda się społeczeństwo karmiące się przedmiotowym traktowaniem kobiet. Co możesz zrobić? Dużo. Przestań lajkować treści seksualizujące dzieci. Reaguj na żarty umniejszające przemocy. Wspieraj organizacje pomagające ocalałym.
Zło triumfuje w towarzystwie obojętności ubranej w luksus. Może to naiwne, ale wierzę, że ta historia to sygnał: kobiety nie służą do zabawiania mężczyzn. Mamy do zaoferowania światu znacznie więcej niż nasze ciała. Nie oceniajmy innych kobiet – wspierajmy się. Tak długo, jak będziemy milczeć, sprawcy będą czuli się bezkarni.
Może chcesz coś dodać do tego artykułu? Podziel się wnioskami w komentarzu.
